5 Aleja w Nowym Jorku to mekka dla fotografów ulicznych. Przemierzali ją ze swoimi aparatami Saul Leiter, Garry Winogrand czy Joel Meyerowitz, który wyszedł kiedyś z biura i zatonął już na zawsze w ulicznym tłumie 5 Alei,  stając się później jednym z najbardziej znanych ulicznych fotografów …

Trudno to miejsce porównać z innym, nigdzie bowiem nie otacza nas taki ogrom obrazów, fotograficznych anegdot, fascynujących twarzy. Pozorna obfitość obrazów niestety nie przekłada się na ilość rejestrowanych klatek, dobrych klatek. Nowy Jork porusza się szybko, on biegnie, a wspomniane fotograficzne arcydzieła pojawiają się w ułamku sekundy, równie szybko znikając. To prawdziwe polowanie, to wyzwanie dla naszego refleksu, cierpliwości i aparatu którym dysponujemy.

5 Aleja, nr 611, ogromna reklama zakrywająca okna, przypomina, że już za chwilę zagości tu kolejny butik Cartiera, oferujący nieprzyzwoicie drogie błyskotki. Ulicą przeciska się tłum, turyści, policjanci , Nowojorczycy spieszący się do pracy w pobliskich wieżowcach z nieodzownym telefonem i kubkiem starbucksa w dłoni.

Zatrzymałem się z moim Fuji X-T10 z przypiętym do niego 16-55mm. Niewielki zoom to w takich okolicznościach spore ułatwienie. Tłum faluje, a ja wraz z nim, korygując co rusz ogniskową, tak by nie zgubić kadru. 5 Aleja jest jak szybko rwąca rzeka. Płynąc w jej nurcie musisz uważać by nie stracić równowagi. Klikam, za szybko, za późno, to znowu ktoś wchodzi mi w kadr, ktoś zatrzymuje się na chwilę… muszę czekać. Jestem cierpliwy i nie odpuszczam. Czy warto? Bywa, że tracę godzinę i nic z tego nie wynika, tym razem jestem pewien, że warto. W międzyczasie na rogu 50-tej ulicy dostrzegam policjanta. Typowy amerykański stójkowy, z bronią, kajdankami i groźnym wyrazem twarzy. Podchodzę, rozmawiamy przez chwilę, światło mi sprzyja, robię dwa portrety i wracam do „mojej rzeki” Kolejne klatki, jestem już blisko, wybieram w aparacie autofocus strefowy przyspieszający prace. Podnoszę iso do 400 by mieć pewność, że nie poruszę, choć  to przecież środek dnia.  Ciemne tło, więc niedoświetlam. W końcu kiedy pojawi się kadr nie mogę popełnić błędu, druga szansa może się nie zdarzyć …

Tego popołudnia spędziłem tam ponad godzinę. Udało mi się zrobić kilkanaście interesujących fotografii. Wybrałem tą, która moim zdaniem najlepiej opisywała to co chciałem powiedzieć o tym szalonym miejscu. Jest młoda, spiesząca się nowojorska dziewczyna szepcząca bez przerwy do ucha swego telefonu, jest kawa w ogromnym plastikowym kubku, jest fortuna, która oczami pięknego lamparta wybiera swoją kolejną” ofiarę”…

Technikalia:
Sprzęt: Fuji X-10, obiektyw 16-55 f2,8 – ogniskowa ustawiona na 20 mm, na tyle pozwalała szerokość chodnika. To blisko klasycznej 35-tki w pełnym formacie.
Ekspozycja: ISO 400, migawka 1/200s pozwoliła uniknąć poruszenia , a przysłona 4,0 poprawiła wystarczająco ostrość wobec max. 2,8. Tryb preselekcji przysłony, korekta ekspozycji  -1,3 EV by uzyskać głęboką czerń i lepszy kontrast.

Dalej to już wybór odpowiedniego momentu, koncentracja i odrobina szczęścia. Ciężka praca 😉