Narodziny.

Kilka dni temu w mojej torbie zagościł mało znany jak dotąd, nowy aparat Fuji X70. Niedawna premiera wyczekiwanego od miesięcy, flagowego X-Pro2 przyćmiła nieco jego narodziny, a to niestety wielka szkoda.

O ile bowiem X-Pro2 nie był zaskoczeniem, a jego parametry sprostały zapewne oczekiwaniom, o tyle niewielki X70 z jego pełnowymiarową matrycą APS-C był dużą niespodzianką i moim zdaniem, z punktu widzenia zawodowego fotografa, jego premiera jest równie istotna.

Mały rozmiar, duże możliwości.

Po wyciągnięciu aparatu z pudełka uderza przede wszystkim jego rozmiar. Aparat jest maleńki i naprawdę bardzo lekki. Wielkością dokładnie pokrywa się z moim leciwym iphonem 4s, którego trzymam na stałe w kieszeni. Mimo niewielkiego rozmiaru konstruktorzy wyposażyli go we wszystko co niezbędne.
Po pierwsze na obudowie mamy, ulubiony przeze mnie zegarek – pokrętło ustawiania migawki.
Po drugie, tuż obok znajduje się równie ważne pokrętło służące do kompensacji ekspozycji +/-3. Jest niewielkie, ale działa sprawnie i nawet moje całkiem spore dłonie dają sobie z nim radę bez żadnych problemów.

Teraz najważniejsze, coś za co tak bardzo lubię aparaty serii X. Zamontowany na stałe jasny obiektyw o ogniskowej 18,5 mm (FF ok. 30 mm) posiada zarówno pierścień ustawienia przysłony, jak i pierścień do ręcznego ustawiania ostrości. To konstrukcyjna ekwilibrystyka, zważywszy, że obiektyw wystaje poza obudowę zaledwie na 1cm ! Jakby tego było mało, na obiektywie znajdziemy elegancki metalowy dekiel, który może mieć wiele dodatkowych zastosowań.

To jeszcze nie koniec. W tak małej obudowie konstruktorom udało się przemycić jeszcze całkiem wydajną lampę błyskową oraz odchylany 3” ekran LCD umożliwiający robienie selfie zdjęć.
W końcu skoro aparat rozmiarem przypomina telefon, to selfie w opcji musi być :).
W tym momencie najpewniej odezwą się puryści i wszelkiej maści profesjonaliści… a wizjer ?

Z nieukrywaną radością donoszę, że i tu Fuji nie zapomniało o nas, tradycjonalistach, fotografach z pokolenia Baby Boomers. Japońscy projektanci, podobnie jak miało to miejsce w latach 60-tych i 70-tych zaprojektowali piękny zewnętrzny wizjer, który wsuwa się na stopkę lampy błyskowej. Ponieważ to wizjer optyczny, obraz jest czysty i klarowny z nieodzowną ramką informująca nas o zawartości naszego kadru.

Muszę powiedzieć, że o ile wcześniej wahałem się nieco czy rzeczywiście X-70 będzie niezbędny w mojej torbie, o tyle, kiedy wyjąłem z aksamitnego woreczka ów wizjer i spojrzałem przez niego, moje wątpliwości rozwiały się w oka mgnieniu. Tak to aparat dla mnie, to idealne uzupełnienie X-Pro2 i X-T1/T10 !

Dlaczego X-70 jest niezbędny ?

Każdy poważnie fotografujący wie, że nie ma aparatu idealnego, pozwalającego nam na wszystko, w każdych warunkach, w każdych okolicznościach i fotograficznym kontekście. Stare porzekadło mówi, że najlepszy aparat to ten, który właśnie mamy przy sobie, żeby nie powiedzieć w kieszeni …
Tu X-70 nie ma sobie równych. Jest tak mały i lekki, że swobodnie mieści się kieszeni marynarki czy spodni. Zmieści się też w damskiej torebce pomimo panującego tam zazwyczaj chaosu. Jest jak telefon … Ale czy na pewno ?  Zachowując wielkość telefonu komórkowego, swoimi fotograficznymi możliwościami przewyższa go jednak o głowę. To nie tylko facebookowy foto-rejestrator, to narzędzie pozwalające realizować profesjonalnej jakości reportaże, dokumenty, czy inne artystyczne projekty. W stwierdzeniu tym nie ma cienia przesady, wszak ten mały, niepozorny aparat wyposażony jest w matrycę pochodząca wprost z profesjonalnego modelu X-T1!  To nie wszystko. Przestrzenią najbliższą mi jest bardzo ostatnio popularna fotografia uliczna. Tu X-70 czuje się jak przysłowiowa „ryba w wodzie”. W autobusie, w pociągu, na koncercie czy manifestacji, których na pewno nie zabraknie nam w nadchodzących miesiącach, X-70 sprawdzi się idealnie. Wystarczająco szeroki kąt (ale nie przesadnie), jasność na poziomie 2,8 i czułość, którą możemy bez utraty jakości podbić do ISO 3200, daje nam fantastyczne możliwości. Wyposażeni w tak, nierzucający się w oczy aparat możemy pozostać „niewidzialni”, ukryć się w tłumie wydarzeń nie narażając na dekonspirację. Migawka centralna zagwarantuje nam pracę bezgłośną, a odchylany ekran, wszelkie, szalone nawet perspektywy. Słowem X-70 to aparat idealny na nadchodzące czasy.

Nie szata zdobi aparat, ale …

Powiadają, że wygląd nie ma znaczenia. Pewnie dla wielu tak właśnie jest, zwłaszcza w kwestii urody aparatów. Dla mnie jednak, fotograficznego fetyszysty, wygląd aparatu to kwestia ważna. Fuji X-70 jest aparatem pięknym i niezwykle eleganckim. To połączenie „starej szkoły” i technologicznego minimalizmu. Fuji oferuje go zarówno w aksamitnej wersji srebrnej jak i w klasycznej „bressonowskiej” czerni. Przyznam, że obie na równi mi się podobają, tym samy wybór stanowił prawdziwe wyzwanie. Niestety od dawna wiadomo, że w życiu nie można mieć wszystkiego. Wybieram więc …