Dobiegająca cicho z ulicy rowerowa orkiestra symfoniczna złożona z klekoczących błotników i poluzowanych łańcuchów przypomniała mi, że jestem w Amsterdamie. Jest siódma rano, jesienny deszcz delikatnie stuka w parapet, przynosząc nadzieję na pełne refleksów uliczne fotografie. Sięgam po torbę, zastanawiając się nad doborem obiektywu. W myśl zasady im mniej tym lepiej, wybieram na dziś 23-kę f1,4. Jeden aparat, jeden obiektyw, jeden film, dźwięczy mi w głowie maksyma mojego nauczyciela z Magnum, Davida Allana Harvey. Dziś poniedziałek, kolejny dzień naszych fotograficznych warsztatów Open Your Eyes w Amsterdamie, dzień w którym zaplanowaliśmy fotografowanie miasta z poziomu naszych holenderskich rowerów.

Pakuję w kieszeń mojej wysłużonej, przeciwdeszczowej kurtki dwie dodatkowe baterie i przypinam do paska niewielką lampę błyskową. Aparat przerzucam przez ramię, tym razem torba nie będzie potrzebna.

Planujemy na rowerach objechać całe miasto i zrealizować fotograficzną opowieść o rowerowym życiu Amsterdamu. Założenie jest proste, fotografujemy tylko podczas jazdy, mając nadzieję na pełne ekspresji, nieco rozchwiane stylistycznie rowerowe fotografie. Obiektyw stałoogniskowy, paski sailor-strap, w które wyposażone są nasze aparaty oraz ogromny zapał, którego z pewnością nam nie zabraknie, pomogą nam w realizacji planowanej, deszczowej opowieści.

Jeździmy po mieści już od kilku godzin, sześcioro rowerowych fotografów, każdy z nas, dzięki uprzejmości Fujifilm Poland wyposażony w inny obiektyw. Ta optyczna różnorodność daje nadzieję na kadry odmienne w perspektywę. Większy wybór z pewnością ułatwi nam późniejsze edytowanie naszego „story”.

Zbliżamy się do głównego amsterdamskiego placu Dam. Jedziemy kolumną, deszcz jakby na moment się ożywił. Zatrzymujemy się na skrzyżowaniu, w środku ogromnej kałuży. Stoimy tak długą chwilę, otoczeni setką innych, przemierzających miasto, holenderskich cyklistów. Trzymając jedną ręką kierownicę, drugą sięgam po aparat. Ustawiam przysłonę na 1,4, czas na 1/60 … hmm? Szybko zwiększam iso na 800 by skrócić czas otwarcia migawki i uniknąć poruszenia, 1/250 … o tak! Zapala się pomarańczowe światło, chwilę potem zielone, a otaczający mnie peleton, rusza niemalże w tej samej chwili. Klikam raz, potem drugi i trzeci. Spod kół otaczających mnie rowerów tryska w górę woda niczym z islandzkiego gejzeru. Zadowolony doskonałym kadrem uśmiecham się do siebie. Z tyłu dobiegają do mnie dzwonki zniecierpliwionych. Na moment zatamowałem ruch. Ruszam więc szybko, próbując dogonić pozostałych.

Wieczór.

Na stole dzwonią gorące kubki z herbatą i grzane wino pachnące pomarańczami i cynamonem. Z głośników sączy się trąbka Milesa Davisa wymieszana z cichym szumem warsztatowego projektora. Na ekranie Amsterdam lśni w deszczu niczym diamenty z lokalnych szlifierni. Warto było zmoknąć. Nasze rowerowe fotografie pomimo poniesionych trudów, przynoszą nam ogromną satysfakcję.

Zapraszam na fotograficzne warsztaty Street Photo do Amsterdamu.

Niezapomniana fotograficzna przygoda, od 03 do 08 października 2016.

Paweł Kosicki