Kilka dni temu odkryłem z radością, że tegoroczny Tour de Pologne przejedzie przez Warszawę. Postanowiłem przyjrzeć mu się bliżej i spróbować zrobić  kilka zdjęć, które będą różne od tych, które zobaczę następnego dnia w Przeglądzie Sportowym i Gazecie.

Wbrew pozorom zadanie bardzo trudne. By mu sprostać postanowiłem odnieść się do klasyki, czyli dramatu antycznego… A w dramacie antycznym, wiadomo, kluczowe jest miejsce akcji, czas oraz jedność akcji.

Tłumacząc to sobie na język mojego fotograficznego wyzwania, najważniejszym będzie wybranie odpowiedniego miejsca, potem czasu, czyli dobranie odpowiedniego czasu migawki oraz ciągłość akcji czyli…?

Warszawski etap TdP to kryterium uliczne, kolarze jadą więc w kółko wokół miasta czyli jadą ciągle po tej samej drodze – mam więc i ciągłość czasu! Interpretacja mocno naciągana, ale po kolei.

Miejsce akcji
Szukając odpowiedniego miejsca dla mojego zdjęcia, odwiedziłem stronę Tour de Pologne i tam przyjrzałem się dokładnie trasie, po której poruszać się będą kolarze. Moją uwagę od razu przykuły serpentyny w okolicy ulicy Karowej, jednoznacznie sugerując niewielki podjazd oraz most lub wiadukt. To dawało mi szansę na wykonanie zdjęcia z góry i co ważne, gwarantowało wolniejszą jazdę peletonu. Znajomość mapy wyniesiona jeszcze z pierwszego roku studiów (Turystyka i Rekreacja) oraz kolarskie doświadczenie znalazły w końcu zastosowanie 🙂 Zapakowałem do torby moje X-Pro2 i dwa obiektywy: standardowy XF35 mm oraz szeroki XF16 mm i pojechałem prosto na ulicę Karową. Tam okazało się, że trasa wygląda dokładnie tak jak odczytałem to z mapy. Jest lekko pod górę, jest wiadukt, z którego mogę na wszystko spojrzeć z góry, jest też kostka brukowa czego z mapy już wyczytać nie mogłem, a która dodatkowo jeszcze spowolni peleton. Na dodatek delikatnie zaczęło kropić co tylko mogło dodać mojej fotografii nieco blasku. Yes !

Czas akcji
Fotografując poruszające się obiekty czas jest kwestią kluczową. Zaplanowana przez mnie fotografia miała być jednocześnie dynamiczna i… nostalgiczna. Nie chciałem technologicznego dokumentu. W kolarstwie szosowym, jednej z najtrudniejszych dyscyplin sportowych dostrzegam pewien mistycyzm. Stojąc na moście w oczekiwaniu na barwny peleton długo zastanawiałem się jakich użyć parametrów by z wizualizować mój wymyślony obraz. Doświadczenie podpowiadało mi, że czas otwarcia migawki pomiędzy 1/60 a 1/15 będzie idealny. Kompromisem wybrałem 1/30s. Czułość matrycy ustawiłem na Iso 400 (mój standard).
Wreszcie jadą!
Włączam tryb manualny, przysłona 16, czas 1/30, przymierzam kadr, peleton kolarzy przesuwa się pode mną z dużą prędkością pomimo wyraźnego podjazdu. Robię kilkanaście zdjęć, dopóki peleton nie zniknie mi z pola wizjera.

(Nie) Jedność akcji
Szybko okazało się, że zdjęcia które zrobiłem nie podobają mi się. Nie tego oczekiwałem. Niby  jestem blisko, ale to jednak nie to. W fotografii nie lubię kompromisów. To właśnie przysłowiowy ułamek sekundy,  definiuje w fotografii co dobre. Czas był zdecydowanie za krótki, rozmycie zbyt małe. Z metafizyki nici. Na szczęście, etap warszawski to kryterium, słowem kolarze pojadą tą trasa kilka okrążeń. Odetchnąłem z ulgą. Byłem już pewien, że muszę nieco wydłużyć czas. 1/15 sekundy będzie idealna, przysłonę pozostawiam bez zmian, a dłuższą migawkę kompensuję zmniejszeniem czułości do Iso 200. Mija kwadrans i jadą znów…

Epilog
Tym razem się udało 🙂 Po raz kolejny potwierdziło się „stare polskie porzekadło”, że nic łatwo nie przychodzi, z pewnością nie dobra fotografia.